Przejdź do głównej zawartości

Master of the Flying Guillotine (1975)


Rok 1730. Cesarz dynastii Qing, Young Cheng rekrutuje mistrzów kung-fu, którym zleca tropienie oraz unieszkodliwienie zwolenników upadłej dynastii Ming. Najznamienitszym z najętych jest Fung Sheng Wu Chi (Kang Chin), ślepy starzec żyjący w odosobnieniu pośród górskich szczytów. Gdy pewnego dnia eremita dowiaduje się o śmierci swych dwóch protegowanych, Chow Lunga oraz Chow Fu, postanawia odnaleźć ich zabójcę, słynnego Jednorękiego Boksera (Yu Wang). Pod tym pseudonimem ukrywa się mistrz Liu Ti Lung, który wraz z bratem prowadzi szkołę kung-fu. Uczniom wpaja podstawowe cnoty wojownika tej szlachetnej sztuki walki: odwagę oraz mądrość. Pobliska Szkoła Orlich Szponów organizuje wielki turniej, a Liu Ti Lung postanawia udać się nań wraz z żądnymi wrażeń wychowankami. Pokojowy acz krwawy przebieg turniejowej rywalizacji zakłóci pojawienie się Fung Sheng Wu Chi uzbrojonego w śmiercionośną latającą gilotynę, szukającego zemsty na Jednorękim Bokserze.


"Master of the Flying Guillotine" to klasyka kina sztuk walki. Reżyser, a zarazem odtwórca roli szlachetnego Liu Ti Lunga, legendarny Jimmy Wang Yu, doskonale wykorzystał i uatrakcyjnił prostą formułę pojedynku mistrzów kung-fu. Zwięzła ekspozycja daje przedsmak czekających widza atrakcji, po czym wątek turnieju pozwala wprowadzić charyzmatyczne postaci drugoplanowe i rozpocząć serię spektakularnych starć. Oszczędny, acz przemyślany montaż w połączeniu z pomysłową choreografią sprawiają, że walki ogląda się z niesłabnącym zainteresowaniem. Przeciwnicy nie muszą posiadać nadludzkich umiejętności, ganiać się po wierzchołkach drzew czy spróchniałych dzwonnicach. Liczą się natomiast umiejętności oraz przebiegłe wykorzystanie słabości oponenta. Niestety podobnego podejścia ze świecą już szukać we współczesnych produkcjach, może poza kilkoma chwalebnymi wyjątkami jak chociażby znakomita duńsko-turecka koprodukcja "Fighter" w reżyserii Natashy Arthy.
W rękach Yu Wanga schematyczna fabuła błyskawicznie nabiera rumieńców, a jej najciekawszym elementem staje się bez wątpienia postać tytułowego Mistrza Latającej Gilotyny. Chińskiemu reżyserowi udało się stworzyć enigmatycznego, budzącego autentyczną grozę bohatera. Fung Sheng Wu Chi to wcielenie bezlitosnej zemsty. Zbierający krwawe żniwo starzec wydaje się niepokonany i nawet Jednoręki Bokser nie odważa się stanąć z nim do walki, zanim nie obmyśli sprytnego fortelu. Finałowa scena pojedynku słusznie zaliczana jest do ścisłego kanonu potyczek kung-fu. To dziesięć minut idealnie rozplanowanej dramaturgii, błyskotliwe zwieńczenie olśniewającej całości.
Seans "Master of the Flying Guillotine" dostarcza niesłychanej rozrywki. Cytowany rzecz jasna przez Quentina Tarantino w hochsztaplerskim "Kill Billu" klasyk zasługuje na to, by znaleźć się w spisie pozycji obowiązkowych każdego kinomana.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kislorod (2009)

Na wielu współczesnych wieczorkach poetyckich ogarnia słuchaczy żal, że autorzy przestali już zadawać sobie trud skrywania haniebnego braku treści obecnością rymów. To samo uczucie towarzyszy projekcji najnowszego filmu Iwana Wyrypajewa "Tlen". Zdobywca nagrody publiczności na ubiegłorocznym festiwalu Era Nowe Horyzonty jest smutnym świadectwem granic filmowego eksperymentu.
"Tlen" składa się z dziesięciu segmentów, piosenek podanych w teledyskowej formie. Tekstem do współczesnej, rozrywkowej muzyki elektronicznej są monologi dwojga narratorów, w których wcielają się Karolina Gruszka oraz Aleksei Filimonov. Opowiadają oni historię dwojga bohaterów odtwarzanych przez tych samych aktorów. W pierwszej sekwencji poznajemy mężczyznę, który wiedziony wielką namiętnością do rudowłosej Saszy, zgładził łopatą swoją żonę. Mężczyzna pochodzi z ludu i zamieszkuje na wsi. W drugim utorze jesteśmy świadkami narodzin tego fatalnego w skutkach romansu u stóp pomnika "znanego p…

Kadr tygodnia: Człowiek z marmuru (1977)

Krystyna Janda

Kadr tygodnia: Crazy, stupid, love. (2011)

Jacob: You're better than the Gap.