Przejdź do głównej zawartości

High School Musical Trilogy (2006-2008)

Znienawidzona przez jednych, wychwalana pod niebiosa przez drugich trylogia "High School Musical" stała się prawdziwym kulturowym fenomenem. Nie wiedzieć jak i kiedy wizerunki uśmiechniętych bohaterów filmu zawędrowały na koszulki, zeszyty i piórniki milionów dzieci na całym świecie. Gdzie leżą przyczyny sukcesu kolorowej opowieści z życia amerykańskich nastolatków? Pytanie, które kusi i zachęca do osobistej konfrontacji.

Prosty schemat nie wystarcza. Co roku setki filmów realizują prosty schemat, a nie udaje im się przebić przez obfitą ofertę młodzieżowej rozrywki. Sekret pierwszej części "High School Musical" polega na dodaniu do gotowego przepisu szczypty Disney'owskiej magii. Reżyserowi Kenny'emu Ortega oraz scenarzyście Peterowi Barsocchini zajmuje to dokładnie dwie i pół minuty.


W bliżej nieokreślonym ośrodku narciarskim poznajemy uroczego nastoletniego mola książkowego, Gabrielę (Vanessa Anne Hudgens) oraz jej rówieśnika, zapalonego koszykarza Troy'a (Zac Efron). Po raz pierwszy spotykają się podczas sylwestrowej imprezy młodzieżowej, gdy wybrani losowo spośród tłumu mają zaśpiewać duet karaoke. Choć jak się później okaże Gabriela ma za sobą tylko skromne doświadczenie w kościelnym chórze, Troy natomiast ograniczał się dotychczas do nucenia pod prysznicem, udaje im się brawurowo wykonać przebojowe "Start of something new". Do akcji wkracza Disney'owska magia. Między bohaterami rodzi się nić sympatii, ale przed wyjazdem udaje im się jedynie wymienić numerami telefonów. Rzecz jasna przypadek doprowadzi do ich ponownego spotkania - Gabriela okazuje się nową uczennicą liceum East High w Albequerque, którego Troy jest najjaśniejszą gwiazdą jako kapitan drużyny koszykówki Wildcats. Młodzi trafiają do tej samej klasy, a wakacyjna przygoda na scenie mobilizuje ich do wzięcia udziału w castingu do szkolnego musicalu. Życie nastolatka jednakowoż do łatwych nie należy i żeby móc zaśpiewać bohaterom przyjdzie przełamać intrygi szkolnej baleriny Sharpay (Ashley Tisdale) oraz zwalczyć licealne waśnie między sportowcami a kujonami.

Ortega doskonale zdaje sobie sprawę z możliwości, a zarazem ograniczeń szklanego ekranu. Z powodzeniem w krótkim czasie wprowadza kolorową galerię charakterystycznych, wyraźnie zarysowanych postaci. Jest z lekka nawiedzona opiekunka kółka teatralnego pani Darbus (Alyson Reed), surowy, acz sprawiedliwy ojciec Troy'a, a zarazem trener drużyny Jack Bolton (Bart Johnson), nierozstający się z piłką do kosza afroamerykański kumpel bohatera Chad (Corbin Bleu), sekretnie rozmiłowany w pieczeniu tortów oraz deserów Zeke (Chris Warren). Chwytliwe, dobrze zaaranżowane piosenki sprawnie posuwają akcję do przodu. Wystarczy zobaczyć choreografię do stołówkowej "Stick to the Status Quo" żeby zrozumieć, jak daleko w tyle pozostaje rodzima kinematografia mogąca poszczycić się co najwyżej podrygami Mateusza Damięckiego w "Kochaj i tańcz". Jednocześnie wszystkie wątki filmu poprowadzone są z poczuciem dobrego smaku. O dziwo nie razi nawet jaskrawy humorystyczny duet Sharpay i jej brata Ryana (Lucas Graabel). Infantylna niewinność fabuły pozostaje radośnie konsekwentna. Próżno czekać umoralniających dłużyzn. Skierowane do młodego widza przesłanie o sukcesie, u którego podstaw leży zespołowe działanie, wzajemny szacunek i honorowa rywalizacja zamknięte jest w atrakcyjnej konwencji. Owa prostota właśnie zapewniła "High School Musical" tak ogromne międzynarodowe powodzenie, gdy wydawać by się mogło, że określone w filmie realia oraz konflikty są stricte amerykańskie.



Drugą część trylogii otwiera nadejście długo wyczekiwanych przez wszystkich wakacji. Priorytetem młodych bohaterów jest znalezienie wakacyjnej pracy. Znana z makiawelicznych planów Sharpay planuje uwieść Troy'a, oferując mu zatrudnienie w klubie wypoczynkowym prowadzonym przez jej rodziców. Nie spodziewający się podstępu chłopak przyjmuje propozycję, upewniając się jednak, że wraz z nim do pracy trafi tuzin kolegów ze szkolnej ławy. Mimo wstępnych niepowodzeń Sharpay faworyzując Troy'a doprowadza do rozłamu w grupie uczniów East High. Czy bohater dokona właściwego wyboru, postawiony między wymarzonym stypendium a wiernością ideałom przyjaźni?

Choć odpowiedź jest dla każdego widza oczywista, "High School 2" należą się duże brawa. Udało się zachować wysoki poziom realizacji sekwencji muzycznych, w repertuarze znalazło się obowiązkowo kilka przebojów. Przede wszystkim jednak odważnie rozwinięto postaci Sharpay i Ryana. Miejscami z powodzeniem kradną show dwójce głównych bohaterów. Wprawdzie nie stoi za tym żadne wielkie aktorstwo, ale jest w umizgach Ashley Tisdale coś sympatycznego, a Lucas Grabeel nieoczekiwanie ożywia i wzbogaca swojego bohatera. Można również zauważyć, że zgodnie z regułami młodzieżowej sagi chłopcy zmężnieli, a dziewczęta zyskały na kobiecości. Pastelową kolorystykę bluz z kapturem zastąpiły wyraziste barwy i zwiewne sukienki. Ogólnie rzecz biorąc, zmiana miejsca akcji i zgrabne przesunięcie fabularnego środka ciężkości pozwoliły uniknąć banalnego powtórzenia schematu poprzedniej części. Przesłanie o produktywnym duchu współpracy kolektywu pod wodzą wybitnych jednostek ocalało niewzruszone.


"High School Musical 3: Senior Year" w związku z popularnością serii trafiło już nie do Disney Channel, ale na afisze kin całego świata. "Dzikie Koty" z liceum East High doczekały się wersji szerokoekranowej. Akcja zaczyna się w momencie, w którym zmotywowana przez trenera drużyna koszykówki wychodzi z kryzysu i wygrywa finałowy mecz międzyszkolnych rozgrywek. Bohaterowie stoją na progu ważnej decyzji o wyborze college'u, przed nimi bal na zakończenie liceum oraz rozdanie świadectw. Niezmordowana pani Darbus namawia ich do ostatniego wspólnego występu na scenie. Musical ma opowiadać o nich samych, ambitnej młodzieży u progu dorosłości. Wiadomo, że na przedstawieniu będą obecni łowcy talentów z prestiżowej akademii artystycznej Julliard School. O stypendium ubiegają się Sharpay, Ryan, kompozytorka Kelsi (Olesya Rulin) oraz Troy. Główny bohater trylogii po raz kolejny zostaje postawiony przed życiowym dylematem. Zwłaszcza, że jego ukochana Gabriela zostaje przyjęta do prestiżowego collegu w Stanford, oddalonego od przyszłej Alma Mater Troy'a o całe dwa tysiące kilometrów.

Od pierwszych scen widać, że za "High School Musical 3" stoi znacznie większy budżet. Ortega może pozwolić sobie na swobodne jazdy kamery, częste zmiany plenerów czy nawet efekty komputerowe. Filmowe piosenki przybierają formę teledysków, co niestety pociąga za sobą przytłaczający przerost formy nad treścią. Rozpląsane rytmy nie potrafią zrekompensować braku dramaturgii oraz całkowitego zaniedbania rozwoju bohaterów. Choć zalążek fabuły daje nadzieje na inteligentne rozwikłanie najciekawszych wątków drugoplanowych, widz doczeka się tylko porcji ładnie opakowanych banałów. Wszyscy łącznie ze scenarzystą wydają się zmęczeni wizją licealnej idylli, zapewne bezlitosne prawa koniunktury nie pozwoliły im stworzyć ciekawszej alternatywy. To ciekawe, jak łatwo utracić kontrolę nad komercyjnym kiczem, nawet tym powołanym do życia w dobrej sprawie.


Z pewnością za dużą częścią sukcesu "High School Musical" stoi olbrzymia machina promocyjna. Na parę lat kino zyskało nowych "władców wyobraźni", tylko nielicznym z nich dane będzie zostać wartościowymi aktorami. Dzieci wyrosną z koszulek, stare zeszyty wylądują gdzieś w pawlaczu. Trudno powiedzieć, czy historia licealistów z East High stanie się obowiązkowym przystankiem dziecięcej edukacji filmowej, gdzieś pomiędzy "Kubusiem i hefalumpami" a "Zmierzchem". Z pewnością dwie pierwsze części trylogii pozostaną przykładem telewizyjnej produkcji na najwyższym poziomie, podręcznikową realizacją ukochanego przez widzów na całym świecie gatunku filmowego musicalu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kislorod (2009)

Na wielu współczesnych wieczorkach poetyckich ogarnia słuchaczy żal, że autorzy przestali już zadawać sobie trud skrywania haniebnego braku treści obecnością rymów. To samo uczucie towarzyszy projekcji najnowszego filmu Iwana Wyrypajewa "Tlen". Zdobywca nagrody publiczności na ubiegłorocznym festiwalu Era Nowe Horyzonty jest smutnym świadectwem granic filmowego eksperymentu.
"Tlen" składa się z dziesięciu segmentów, piosenek podanych w teledyskowej formie. Tekstem do współczesnej, rozrywkowej muzyki elektronicznej są monologi dwojga narratorów, w których wcielają się Karolina Gruszka oraz Aleksei Filimonov. Opowiadają oni historię dwojga bohaterów odtwarzanych przez tych samych aktorów. W pierwszej sekwencji poznajemy mężczyznę, który wiedziony wielką namiętnością do rudowłosej Saszy, zgładził łopatą swoją żonę. Mężczyzna pochodzi z ludu i zamieszkuje na wsi. W drugim utorze jesteśmy świadkami narodzin tego fatalnego w skutkach romansu u stóp pomnika "znanego p…

Kadr tygodnia: Człowiek z marmuru (1977)

Krystyna Janda

Kadr tygodnia: Crazy, stupid, love. (2011)

Jacob: You're better than the Gap.