Przejdź do głównej zawartości

Noc Horrorów

Multikina mają w zwyczaju organizować co jakiś czas "Noc Horrorów" - maraton filmowy, w trakcie którego prezentowany jest współczesny tryptyk kina grozy. Niestety repertuar tychże seansów zawsze pozostawia wiele do życzenia, a przecież przy odrobinie dobrej woli dałoby się przedstawić widzom trzy interesujące propozycje, nawet jeśli wybór ograniczyć tylko do dokonań gatunku z ostatnich dwunastu miesięcy. W związku z tym czytelnikom bloga proponuję pokrewne idei "Nocy Horrorów" zestawienie, które z powodzeniem można zrealizować w zaciszu domowym.



1. Zombieland (2009)

Film Rubena Fleischera kilka miesięcy temu gościł przez krótki okres w repertuarze rodzimych kin, mógł jednak ujść uwagi widzów, sprawiając na pierwszy rzut oka niekorzystne wrażenie. Na szczęście pod pozorem niesmacznej amerykańskiej komedii o eksterminacji krwiożerczych zombie kryje się solidna dawka sympatycznej rozrywki.

Bohaterem "Zombieland" jest Columbus (Jesse Eisenberg) - nastolatek, który jako jeden z nielicznych mieszkańców Stanów Zjednoczonych, a być może i świata, przeżył wybuch epidemii żywych trupów. Jak mu się to udało? Z jednej strony młodzieniec miał trochę szczęścia, z drugiej jednak opracował zestaw reguł, które znacznie zwiększają szansę na przetrwanie. Zaradny Columbus spotyka na swej drodze troje innych ocalałych - luzackiego kowboja Tallahassee (Woody Harrelson), zbuntowaną rówieśniczkę Wichita (Emma Stone) oraz jej rezolutną młodszą siostrę, Little Rock (Abigail Breslin). Mimo szalejącej wszem i wobec plagi umarlaków bohaterowie nie od razu nabiorą do siebie sympatii czy zaufania. Można powiedzieć, że będą musieli dojść do nich po trupach.

Należy lojalnie ostrzec potencjalnych widzów, iż kilka pierwszych scen "Zombieland" nie zapowiada udanego seansu. Przede wszystkim razi efekciarski, nachalny humor oraz sama formuła filmu przywodząca na myśl agresywną stylistykę MTV. Na szczęście wszystkie te wady szybko znikają. Gdy na ekranie pojawia się charyzmatyczny Woody Harrelson historia zaczyna nabierać rumieńców. Źródłem komizmu przestają być głupawe wstawki o uciekaniu przed zombie, zastępuje je bowiem znakomity dialog. Spotkanie dwojga bohaterów z przebojowymi siostrami zaowocuje kolejnym skokiem jakościowym i doprawdy wielkie brawa należą się w tym miejscu całej czwórce aktorów. Stworzonym przez nich wyrazistym, a jednocześnie potraktowanym z przymrużeniem oka postaciom udało się doskonale okiełznać szaloną konwencję całości.

Reżyser w pełni wykorzystał potencjał tkwiący w niezobowiązującej mieszance kina drogi, horroru, komedii oraz typowego teenage movie. Scenarzyści, Rhett Reese i Paul Wernick, użyli solidnego stelażu sprawdzonych fabularnych rozwiązań, aby w groteskową, postapokaliptyczną rzeczywistość wpleść zaskakująco dużo celnych dowcipów i obserwacji. W gusta kinomanów z pewnością trafią liczne filmowe odniesienia i żartobliwe cytaty. Przede wszystkim jednak urzekająca jest niejednokrotnie przebijająca z obrazu Fleischera tęsknota za niepowtarzalną specyfiką kina lat dziewięćdziesiątych. "Zombieland" z gracją dowodzi, że w kinie zawsze znajdzie się miejsce dla inteligentnej parodii, która z całą pewnością zasługuje na to, aby otwierać Noc Horrorów.



2. Drag Me To Hell (2009)

Nazwisko Sam Raimi znane jest każdemu miłośnikowi kina grozy. Reżyser, który trylogią "Evil Dead" zapisał się w historii horroru złotymi głoskami. Choć późniejsza przygoda z komercyjną produkcją, realizacja trzech części "Spider-Mana" zdecydowanie nie wyszła mu na dobre, Mistrz powraca w wielkim stylu. Jego najnowsze dzieło, "Drag Me To Hell" zachwyci każdego miłośnika klasyki gatunku, a młodszym widzom pomoże być może odnaleźć klucz do twórczości legend takich jak Dario Argento, Mario Bava czy Lucio Fulci.

Akcja filmu rozpoczyna się w momencie, kiedy Christine Brown (Alison Lohman), sympatyczna młoda pracownica działu pożyczek bankowych, starając się o awans zmuszona jest dowieść przed szefem swej asertywności i umiejętności podejmowania trudnych decyzji. Pech chciał, że przedłużenia długu pod hipotekę odmawia demonicznej Cygance, pani Ganush (Lorna Raver). Śmiertelnie obrażona staruszka rzuca na bohaterkę straszliwą klątwę Lamii - za trzy dni Christine zostanie uprowadzona żywcem przez demona do samego wnętrza piekieł. Dzielna i rezolutna dziewczyna nie zamierza jednak poddać się bez walki. Wszelkimi możliwymi środkami stara się odegnać zły urok, w czym pomagają jej narzeczony Clay (Justin Long) oraz spirytysta Rham (Dileep Rao).

Seans "Drag Me To Hell" przypomina przechadzkę po Domu Strachów w amerykańskim wesołym miasteczku. Reżyser nie ma zamiaru szokować obdzieraniem ze skóry, długowłosymi topielcami czy morderczym telefonem komórkowym. Zamiast tego dostajemy bardziej tradycyjny zestaw: gusła, latające garnki, rogatego belzebuba oraz seans spirytystyczny. Nie brak mistrzowskich, błyskotliwych sekwencji, w których humor i groza przeplatają się z zachwycającą łatwością, żeby wymienić tu chociażby konfrontację bohaterki z panią Ganush w podziemnym parkingu czy uroczysty obiad Chrisitne i Clay'a u zamożnych rodziców chłopaka. Fabuła rozwija się zgodnie z regułami sztuki i próżno szukać tu oryginalnych rozwiązań, ale wyraźnie nie leżały one w zamyśle twórców. Raimi i spółka raczej pokazują, jak atrakcyjne potrafi być kanoniczne podejście do horroru, w którym główną rolę gra dobra zabawa przyprawiona dreszczykiem emocji. Jest dzięki temu w "Drag Me To Hell" coś z trudno uchwytnej magii kina. Warto dać się oczarować.



3. Sorority Row (2009)

O ile dwie pierwsze propozycje na wieczór należy zdecydowanie zaliczyć do lżejszej odmiany kina grozy, o tyle trzeciej nie sposób odmówić odpowiedniego gatunkowego ciężaru. "Sorority Row" spełnia wszystkie wymogi solidnego horroru i z powodzeniem dostarczy dawki krwawych wrażeń na zwieńczenie maratonu.

Młodzieży nie od dziś trzymają się głupie dowcipy. Bohaterki filmu, grupa pięciu "sióstr" z licealnego bractwa Theta Pi pomagają swojej koleżance Megan (Audrina Patridge) zażartować z niewiernego chłopca, Garretta (Matt O'Leary). Niestety misternie uknuty plan zawodzi dość tragicznie, gdy skołowany chłopak przebija klatkę piersiową symulującej trupa Megan kluczem do wymiany opon samochodowych. Z szoku po wypadku pierwsza otrząsa się Jessica (Leah Pipes). Postuluje zamaskowanie miejsca zbrodni oraz pozbycie się truchła koleżanki poprzez wrzucenie go do opuszczonego szybu. Jedynie Cassidy (Briana Evigan) próbuje przeciwstawić się niemoralnej postawie "siostry", zostaje jednak zaszantażowana przez pozostałe dziewczęta. Mija osiem miesięcy i gdy wydawać by się mogło, że zbrodnia uszła niewiastom na sucho, na hucznej imprezie z okazji zakończenia roku szkolnego pojawia się zamaskowany morderca chcący pomścić śmierć ponętnej Megan.

Film Stewarta Hendlera nie zawiedzie fanów tzw. slasherów, stanowi bowiem iście podręcznikowy przykład realizacji założeń tej odmiany horroru! Pojawiające się na ekranie dziewczyny są atrakcyjne i mają liczne okazje do zaprezentowania swoich wdzięków, w tym podczas obowiązkowej sekwencji pod prysznicem. Mniej lub bardziej rozwiązłe bohaterki spędzają czas na plotkach, balangach i spółkowaniu z przystojnymi chłopcami. Znajdziemy pośród nich ostoję moralności, Cassidy, znerwicowaną prymuskę Ellie (Rumer Willis), zepsutą do szpiku kości Chugs (Margo Harshman), słodziutką Claire (Jamie Chung) oraz ambitną, acz wredną Jessikę. Dialog skrzy się od ciętych ripost i szpilek, które dziewczyny wbijają sobie przy każdej nadażającej się okazji. Sceny zabójstw są odpowiednio efektowne, nieraz pomysłowe, a narzędzie zbrodni należycie wyeksponowane. Znajdzie się także miejsce na gwiazdorski epizod. Carrie Fisher z przekonaniem wciela się w dyrektorkę bractwa, panią Crenshaw. Zestaw atrakcji uzupełnia umiejętne wodzenie widza za nos, aby przedwczesnym wytypowaniem tożsamości mordercy nie popsuł sobie zagadki.

Choć "Sorority Row" daleko do poziomu takich arcydzieł jak "Black Christmas" Boba Clarka czy "Krzyk" Wesa Cravena, wysoki poziom realizacji oraz doskonały warsztat Hendlera czynią zeń znakomity przykład fachowego filmowego rzemiosła. Polecany z piwem i orzeszkami.

Komentarze

  1. Niezły Triple Feature! Dwa pierwsze filmy były w swoim czasie w repertuarze multikin (choć raczej ich nie zestawiano). Natomiast Sorority Row nie miało u nas szczęścia. Dystrybutorzy obawiali się chyba, że piękne dziewczyny to za mało, by przyciągnąć publiczność.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kislorod (2009)

Na wielu współczesnych wieczorkach poetyckich ogarnia słuchaczy żal, że autorzy przestali już zadawać sobie trud skrywania haniebnego braku treści obecnością rymów. To samo uczucie towarzyszy projekcji najnowszego filmu Iwana Wyrypajewa "Tlen". Zdobywca nagrody publiczności na ubiegłorocznym festiwalu Era Nowe Horyzonty jest smutnym świadectwem granic filmowego eksperymentu.
"Tlen" składa się z dziesięciu segmentów, piosenek podanych w teledyskowej formie. Tekstem do współczesnej, rozrywkowej muzyki elektronicznej są monologi dwojga narratorów, w których wcielają się Karolina Gruszka oraz Aleksei Filimonov. Opowiadają oni historię dwojga bohaterów odtwarzanych przez tych samych aktorów. W pierwszej sekwencji poznajemy mężczyznę, który wiedziony wielką namiętnością do rudowłosej Saszy, zgładził łopatą swoją żonę. Mężczyzna pochodzi z ludu i zamieszkuje na wsi. W drugim utorze jesteśmy świadkami narodzin tego fatalnego w skutkach romansu u stóp pomnika "znanego p…

Kadr tygodnia: Człowiek z marmuru (1977)

Krystyna Janda

Kadr tygodnia: Crazy, stupid, love. (2011)

Jacob: You're better than the Gap.