Przejdź do głównej zawartości

Invictus (2009)


Clint Eastwood staje za kamerą już po raz trzydziesty czwarty, tym razem decydując się na adaptację powieści Johna Carlina "Playing the enemy". Wielbicieli talentu reżysera zakoczyć może fakt, że "Invictus" to kino edukacyjne, sięgające po niezwykły epizod z najnowszej historii Republiki Południowej Afryki.


Rok 1994. Nelson Mandela (Morgan Freeman) na czele Afrykańskiego Kongresu Narodowego przejmuje władzę w RPA. Zostaje pierwszym czarnoskórym prezydentem tego kraju, a jego elekcja oznacza koniec polityki apartheidu. Świeżo wybrany rząd ma wiele do zrobienia. Potrzebny jest szereg reform, opanowanie zamieszek, stabilizacja gospodarcza. Jednak Mandela zdaje sobie sprawę, że przemianom politycznym towarzyszyć muszą znacznie trudniejsze do zrealizowania zmiany mentalności społeczeństwa. Pokojowe współistnienie dotychczas uprzywilejowanej białej mniejszości z bezlitośnie wykorzystywaną i uciskaną rdzenną ludnością wydaje się jedyną drogą mogącą zapewnić sukces młodej demokracji.


Mandela szansę na rozbudzenie świadomości narodowej dość nieoczekiwanie dostrzega w rugby. Dyscyplina wprowadzona i kultywowana przez białych zyskała dużą popularność również wśród wielu Afrykańczyków. Prezydent postanawia wykorzystać swój autorytet, aby zapobiec planowanej zmianie barw oraz nazwy narodowej drużyny. RPA ma być gospodarzem zbliżających się mistrzostw i choć reprezentacja nie radzi sobie najlepiej, Mandela zaczyna otwarcie okazywać jej zainteresowanie oraz wsparcie. Zaprasza nawet na prywatną rozmowę kapitana drużyny, Francois Piennara (Matt Damon). Spotkanie natchnie ambitnego zawodnika nowym bojowym duchem, a widzowie zostaną wciągnięci w dalszą część historii.


"Invictus" to skierowany do masowej publiczności film edukacyjny. Wprowadzający rys historyczny jest odpowiednio klarowny i atrakcyjny, akcja zgrabnie zdynamizowana dzięki obecności wyraźnie zarysowanych drugoplanowych postaci. Eastwood znakomicie wykorzystuje charyzmę Morgana Freemana, którego rola stanowi najjaśniejszą stronę "Invictusa". Aktorowi udaje się stworzyć wiarygodny portret współczesnego mędrca, a reżyser wyraźnie zafascynowany postacią Mandeli pozwala widzom na jakże cenne we współczesnym kinie momenty skupienia, pozostania z bohaterem chwilę dłużej niż wymagałaby dokumentalna kronika. Matt Damon w roli kapitana radzi sobie zaskakująco dobrze. Jego Pienaar musi rzecz jasna pozostać w cieniu Mandeli, ale pozostaje pełnowymiarową postacią przykuwającą uwagę widza. Wiele w tym zasługi odpowiednio skonstruowanego scenariusza oraz dojrzałej reżyserii Eastwooda. Doprawdy obie oscarowe nominacje okazują się w pełni zasłużone.


Niestety masowy odbiorca dyktuje szereg rozwiązań, które osłabiają przekaz "Invictus". Wprawdzie wątek szefa ochrony pozwala przykuć uwagę widza i wprowadzić element zaskoczenia, jednak na tle przedstawionej historii wydaje się wprowadzony sztucznie. Moralizatorski przekaz niektórych scen staje się momentami banalnie dosłowny, co kontrastuje z mistrzostwem aktorskich kreacji. Szczególnie razi sekwencja odwiedzin drużyny rugby na Robben Island, gdzie przetrzymywany był Mandela. Aż żal, że zabrakło tu nieco oryginalności, walorów historycznego fresku. Wreszcie wprost nie sposób pominąć wyjątkowo chybionej muzyki. Infantylne kompozycje pozostawiają przykry niesmak zwłaszcza w drugiej połowie filmu. Któż jest za nie odpowiedzialny? Polecam wczytanie się w napisy końcowe.


"Invictus" stawia pytanie o fenomen sportu w kontekście tożsamości narodowej. Pytanie bardzo ciekawe, stanowiące wręcz wartość samą w sobie. Odpowiedź, która płynie z ekranu jest lekka i przewidywalna. Na szczęście jednocześnie film Eastwooda stał się niezwykłym portretem jednostki, opowieścią o ludziach zdolnych zmieniać bieg historii. Być może to dwukrotnie przytoczone w filmie słowa wiersza Williama E. Henley'a sprawiają, że seans "Invictus" pozostawia pozytywne wrażenie. Zawierają głębię, której niejednokrotnie zabrakło na ekranie.



Out of the night that covers me,
Black as the Pit from pole to pole,
I thank whatever gods may be
For my unconquerable soul.

In the fell clutch of circumstance
I have not winced nor cried aloud.
Under the bludgeonings of chance
My head is bloody, but unbowed.

Beyond this place of wrath and tears
Looms but the Horror of the shade,
And yet the menace of the years
Finds, and shall find, me unafraid.

It matters not how strait the gate,
How charged with punishments the scroll.
I am the master of my fate:
I am the captain of my soul.

(William Ernest Henley, "Invictus")

Komentarze

  1. Gdybym nie widziała tego filmu, to po tej recenzji na pewno bym go obejrzała. (^_^) Niestety sam film nie wzruszył mnie ani nie porwał. Zgadzam się, że sylwetka Mandeli została genialnie zarysowana przez Morgana Freemana, ale po nim zawsze spodziewam się najlepszego. Co do Damona, to nie miał większego pola do popisu. Zgadzam się również, że sytuacja RPA została przedstawiona na tyle klarownie, że przeciętny widz nie poczuje się zagubiony. Całości jednak brakuje dramatyzmu i napięcia.

    Jedyne co mnie poruszyło to piekny wiersz "Invictus". Gdy go czytam, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że słyszę głos Freemana w głowie z godnością recytującego każde cenne słowo. (*^_^*)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kadr tygodnia: Batman Returns (1992)

Max Shreck: Working late?
Selina Kyle: I'm just boning up for your Bruce Wayne meeting in the morning. I pulled all the files on the proposed power plant and Mr. Wayne's hoped-for investement. I even opened the protected files...
Max Shreck: How industrious! How did you open protected files? May I ask?
Selina Kyle: I figured your password was "Geraldo", your Chihuahua, and it was.

Kadr tygodnia: Dr. Strangelove or: How I Learned to Stop Worrying and Love the Bomb (1964)

General Jack D. Ripper: I can no longer sit back and allow Communist infiltration, Communist indoctrination, Communist subversion and the international Communist conspiracy to sap and impurify all of our precious bodily fluids.

Kadr tygodnia: Designing Woman (1957)

Mike Hagen: How about this? Our first parting.
Marilla Brown Hagen: Sad.
Mike Hagen: I think I'll stay.