Przejdź do głównej zawartości

Le Libertin (2000)


Francja, połowa osiemnastego wieku. W posiadłości barona d'Holbacha (François Lalande) jeden z najbardziej znanych filozofów Oświecenia Denis Diderot (Vincent Perez) kończy pracę nad słynną "Encyklopedią". Patronat nad zakazanym przez Kościół dziełem grozi baronowi przykrymi reperkusjami, wobec czego drukarnię przezornie ukryto w podziemiach kaplicy. Ekscentryczny gospodarz dostarcza swoim gościom nieustannych atrakcji. Zgodnie z duchem epoki przeprowadza wszelakiej maści eksperymenty, od badań nad halucynogenami poczynając, a na budowie organów z kwiczącej wieprzowiny kończąc. Libertyńskie towarzystwo zasila przybyła z Berlina malarka, pani Therbouche (Fanny Ardant). Pragnie wykonać portret Diderota. Jej przyjazd zbiega się z nieoczekiwanymi odwiedzinami brata d'Holbacha, surowego Kardynała (Michel Serrault). Ekscentyczna baronowa (Josiane Balasko) stanie na głowę, aby odwieść kościelnego dostojnika od pobożnej modlitwy w rodzinnej kaplicy.


"Libertyn" należy do niemal zapomnianego już gatunku komedii z zabarwieniem erotycznym. Zawiedzie widzów, którzy spodziewali się wiernego obrazu realiów epoki tudzież udokumentowanych epizodów z życiorysu autora "Kubusia Fatalisty". Film Gabriela Aghion jest raczej lekką fantazją na temat obyczajowego wyzwolenia tamtych czasów. Reżyser z humorem przeplata kolejne wątki, dzięki czemu akcja nie ustaje nawet na moment. Przepełniony élan vital Diderot stanie przed nie lada wyzwaniem zredagowania hasła "moralność", podczas gdy pani Therbouche przekona go do pozowania nago, żona urządzi scenę zazdrości, a córka podstępem zdobędzie zgodę na poczęcie nieślubnego potomka. Jednocześnie baronowa d'Holbach będzie wymyślać coraz to nowe fortele, aby uśpić czujność Kardynała, a jej wesołe towarzystwo bez skrępowania pogrąży się w odkrywaniu drobnych libertyńskich przyjemności. Zobaczymy między innymi korzyści płynące z posiadania tureckiego masażysty eunucha oraz kąpieli w mleku.
Wszystko to podane w dobrym guście i znakomitą aktorską obsadą. Vincent Perez wyraźnie dobrze się bawi, odgrywając dowcipne perypetie, przed jakimi staje jego bohater. Fanny Ardant intryguje nieprzemijającą urodą, Josiane Balasko świetnie sprawdza się w roli barwnego narratora. Niewątpliwą atrakcją jest występ Audrey Tatou, która wciela się w uwodzicielskiego podlotka, córkę barona d'Holbacha. Niestety prawdziwą skazą na tym klejnocie okazuje się oprawa muzyczna. Zamiast sympatycznych kompozycji z epoki dostajemy potworne dyskotekowe rytmy. Co najmniej kilkakrotnie pozostawia to prawdziwy niesmak i doprawdy trudno zrozumieć, co powodowało twórcami przy wyborze takiego rozwiązania.

"Libertyn" z powodzeniem wypełnia lukę, która powstała wraz z nastaniem prymatu lukrowanego czy też prymitywnego amerykańskiego humoru. Inteligentna, przyprawiona ze smakiem szczyptą erotyzmu komedia to danie, którego nie sposób sobie odmówić. Pozostaje zasiąść do stołu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kadr tygodnia: At close range (1986)

Brad Sr.: Most people that drive thru here, they see farms, houses and fields, and... shit. I see money. Everywhere I go, I see money. I see things that can move. Anything can move has got my name writ' on it.

Kadr tygodnia: I'm Not There (2007)

Jones: As someone symbolic of the protest movement among young people, some have questioned, given your latest recordings, whether or not you still care about people as you once did. Jude: Yeah, but, you know, we all have our own definitions of all those words. "Care" and "people"... Jones: Well, I think we all know the definition of "people". Jude: Yeah. Do we?

Kadr tygodnia: The Accidental Tourist (1988)

Geena Davis, William Hurt